Michał Listkiewicz
Wieloletni sędzia (również międzynarodowy), działacz piłkarski, a od 1999 do 2008 roku prezes PZPN. Sędziował w finałach Mundialu 1990 (był arbitrem liniowym meczu finałowego) i 1994 r., finałach Euro 1988. W dorobku ma około 1100 meczów, w tym 150 na arenie międzynarodowej. Za jego kadencji na stanowisku prezesa PZPN Polska otrzymała prawo do organizacji Mistrzostw Europy wraz z Ukrainą. Był również odpowiedzialny za zatrudnienie Jerzego Engela, Pawła Janasa i Leo Beenhakkera, którzy wraz z reprezentacją Polski awansowali na mistrzostwa świata i Europy.
Michał Listkiewicz Piotr Świerczewski Liroy  Ryszard Czarnecki 
2009-10-15 17:50:07
Właściwie to nie oglądałem meczu ze Słowacją. To był przecież mecz hokeja, bo zmuszeni byliśmy oglądać kilkanaście poruszających się po boisku figur. Gdzie była piłka? O to należy zapytać osobę odpowiedzialną za takie sprawy. Zastanawiam się, jak można było taką prostą sprawę zaniedbać. Niewłaściwe jest przerzucanie winy na Słowaków. Nie zgodzili się oni na zmianę futbolówki, bo ta zaproponowana nie miała atestu FIFA. A wystarczyło iść do pierwszego lepszego sklepu sportowego, zakupić piłkę w odpowiednich kolorach z atestem FIFA i problem rozwiązałby się sam.

Za mojej kadencji zdarzały się również wpadki. Kiedyś nie zagrano hymnu węgierskiego, bo osoba odpowiedzialna za naciśnięcie odpowiedniego guzika... upiła się i hymnu nie było. Żałuję tego szczególnie, bo hymn Węgier jest szczególnie bliski mojemu sercu. Ale natychmiast po fakcie przyznałem się do winy. Podobnie teraz Prezes powinien wziąć odpowiedzialność za błąd. Pomyłka była przecież bardziej dotkliwa w skutkach niż ta moja sprzed lat. Miliony kibiców (ja na chwilę w ogóle odszedłem od telewizora) nie mogły obejrzeć meczu.

Ostatnio byłem na Mistrzostwach Świata do lat 20, wróciłem do kraju i... po pięciu dniach już byłem chory. Z ekranu telewizora płynie nieustający potok nienawiści: ktoś kogoś opluwa, wszyscy na wszystkich nadają. Taki styl uprawiania polityki ma przełożenie na futbol. Ale cóż, mleko się rozlało i po dziesięciu latach awansów zostajemy w domu. Ale nie urządzajmy polowania na czarownice: nieważne, kto zawinił - Beenhakker, Boruc, Lato czy Listkiewicz - wytyczmy nowy cel i twardo zasuwajmy, żeby na Euro 2012 osiągnąć sukces.

Oczywiście mam na myśli cele sportowe, bo organizacyjnie miasta sobie doskonale poradzą same - już teraz widać efekty. Natomiast pod względem sportowym nie możemy popełnić błędów Austrii i Szwajcarii, które jako gospodarze wypadły blado. Podstawową kwestią jest teraz wybór selekcjonera, a następnie roztoczenie nad nim parasola ochronnego. Że wygra lub przegra dwa bądź trzy mecze? To nic, liczy się końcowy sukces. Oczywiście PZPN musi pomóc mu w pracy i dobrać odpowiednich przeciwników, a nie przypadkowych jak gospodarze poprzednich mistrzostw Europy. Korea Płd, Peru, Arabia Saudyjska... - Austriacy i Szwajcarzy grali z kim, kto się akurat nawinął, a nie zgodnie z sugestiami selekcjonera.

Euro 2012 to wielka impreza i liczę, że wypadniemy równie dobrze jak nasi siatkarze i siatkarki. A tymczasem ja mam nowy cel: mistrzostwa świata do lat 20 w Polsce! Liczę, że w 2015 roku Polska zorganizuje tę imprezę, jeśli tylko Prezes Grzegorz Lato da mi pole do działania...
2009-10-02 16:24:22
To już moje dziewiąte Mistrzostwa Świata. Nie jako kibic. Tym razem jako członek Komisji Sędziowskiej. Dzięki temu mam możliwość wnikliwej obserwacji sytuacji.

Egipcjanie pokazali się jako całkiem sprawni organizatorzy. Turniej prowadzony jest nieźle, choć łyżką dziegciu w beczce miodu jest fakt, iż wszystko dopinane było na ostatnią minutę. Jeszcze na dzień przed startem turnieju stadiony były malowane. O sprzątaniu trybun i konserwacji muraw nie wspominając.

Imponować musi zainteresowanie imprezą. Dwa lata temu w Kanadzie Mistrzostwa Świata nie były niczym szczególnym. Kraj żył swoim życiem. W Egipcie jest zupełnie inaczej. W sporej mierze zawdzięczać to możemy niezłej grze gospodarzy. Gdyby przegrali z Włochami, atmosfera z pewnością by "siadła".
Zaskakuje słaba postawa zespołów europejskich. Wszyscy z wyjątkiem Czechów i Hiszpanów bardzo zawodzą. Powód? Tu musimy mieć pretensje do FIFA - turniej nie jest rozgrywany w oficjalnym terminie FIFA i kluby nie puściły najlepszych zawodników. Ekstremalnym przykładem są Anglicy, którzy grają bardzo słabo, ponieważ zmuszeni są występować drugim, jak nie trzecim składem.

Warto pochylić się nad czeską młodzieżą. Skład naszych południowych sąsiadów jest bardzo silny i możemy przewidywać, że problemy mają już za sobą. Kwestia czasu, a znów znajdą się na reprezentacyjnym topie. Euro 2012 może paść ich łupem!
Do Egiptu, jak zawsze w przypadku takich imprez, tłumnie zjechali skauci z Europy. Z pewnością ich uwagę zwrócą młodzi Ghańczycy i Paragwajczycy. Ja bym brał tych chłopaków niemal w ciemno. Dynamiczni, świetnie wyszkoleni technicznie - świetny materiał na przyszłe gwiazdy. Ale skauci nie szukają tylko młodych talentów. Podczas jednego z meczów zostałem zagadnięty przez niemieckiego agenta, który wypytywał mnie o Hernana Rengifo. Co powiedziałem? "Nie wiem, ale słyszałem, że ostatnio gra w rezerwach".

Jako członek Komisji Sędziowskiej w Egipcie mam poważne zadanie - zarekomendować arbitrów na przyszłoroczny Mundial. A jest z czego wybierać, bowiem FIFA wydelegowała na turniej ścisłą czołówkę. Dla sędziów MŚ U-20 i U-17 mają być ostatnią selekcją. Poziom jest wysoki, ale jest przecież o co walczyć!

Tym, co budzi moje obawy, jest myśl, jak poradziliby sobie Polacy. Z pewnością brakuje ich, a niemal każdy pamięta, jak dobrze radziliśmy sobie w Kanadzie. Mecz z Brazylią wyraźnie wyrył się w pamięci. Obawiam się jednak, że w Egipcie Polacy by nie dali rady. Nie bylibyśmy autsajderami, ale do poziomu Hiszpanii, Czech czy Ghany jest nam bardzo daleko.

Słyszałem o kolejnej aferze w polskiej piłce. Jak zwykle chodzi o kasę, ale, jako że od dwóch tygodni jestem zagranicą, niewiele mam do powiedzenia na ten temat. Apeluję tylko o jedno - nie wieszajmy psów na Grzegorzu Lato. Prezes, jak car - dobry, ale doradców ma złych. Nie możemy winić za wszystko szefa, bowiem sprawę zawalają podwładni.

I jeszcze słów kilka o najbliższych meczach reprezentacji. W Egipcie miałem przyjemność spotkać się z Karelem Poborskym, który teraz jest mentorem dla czeskiej młodzieży. Powiedział mi, że mobilizacja na Polskę jest ogromna i nikt nawet nie rozważa możliwości straty punktów. To dla nich mecz ostatniej szansy!
2009-09-16 15:41:33
Trwa dyskusja na temat tego, czy PZPN powinien zaufać ponownie zagranicznemu szkoleniowcowi. Gdy ja byłem prezesem PZPN, to zarówno wariant z selekcjonerem krajowym, jak i zagranicznym, sprawdził się. Paszport nie ma znaczenia w pracy z drużyną narodową. Liczą się umiejętności trenerskie.

W mediach padają nazwiska następców Beenhakkera. Mówi się również o powrotach Jerzego Engela, bądź Pawła Janasa. Myślę, że każdy z nich sprawdziłby się w ponownej pracy z kadrą. Nie trzymajmy się przysłowia, że nigdy nie wchodzi się do tej samej rzeki. Przecież rzeka za każdym razem jest inna, mamy inne uwarunkowania. Obydwaj panowie zrobili dobre wyniki z kadrą i teraz ponownie mogłoby się im udać. Ja nie zapominałbym również o Piotrze Nowaku, o którym jakiś czas temu było głośno w Polsce. Chociaż z drugiej strony on ma już jakieś zobowiązania w USA.

Przed nami Euro 2012 i nic dziwnego, że wielu zagranicznych szkoleniowców zgłasza się do PZPN ze swoimi ofertami. Gdy ja byłem prezesem PZPN, to było podobnie. Mieliśmy kandydatury Granta, Vogtsa i nie tylko. W Europie nie ma granic. Zagraniczni szkoleniowcy mogą zagwarantować sukces - popatrzymy, co stało się w siatkówce.

Jeśli chodzi o eliminacje, to dwa najbliższe spotkania powinniśmy potraktować bardzo poważnie. Piłkarze muszą zagrać dla kibiców. Domagajmy się zwycięstw po słabszych spotkaniach. Jeśli chodzi o przyszłość, to teraz bardzo odpowiedzialna praca czeka kierownika PZPN. Musi zakontraktować odpowiednich sparingpartnerów, bo tylko w takich meczach w najbliższych miesiącach występować będzie kadra. To musi być określony, przemyślany proces.
2009-09-04 17:06:10
Początek września - wielcy jeszcze nie zaczęli grać, a nas już nie ma w pucharach... To bardzo przygnębiający fakt - tak źle nie było od dawien dawna. Jakie są tego powody? Pieniądze nie grają i na ich brak nie można wszystkiego zrzucić. Bo co ma powiedzieć węgierski Debreczyn, który ma budżet niższy niż Wisła, a awans do Ligi Mistrzów zapewni im pieniądze na dalsze półtora roku funkcjonowania? Media tu dokładają swoją cegiełkę. Wychwalają pod niebiosa przeciętne występy w lidze. A później narzekamy, że polscy zawodnicy są minimalistami...

Psioczymy na taki stan futbolu, tylko czy inaczej jest z polską muzyką czy kinem? Konkursy Eurowizji pokazują, że futbol nie jest jedynym niechlubnym wyjątkiem. Podniecamy się sopockim festiwalem, naszymi piosenkareczkami, a dopiero na Eurowizji przekonujemy się, jak naprawdę wygląda rzeczywistość.

Jednak nie możemy uciekać od odpowiedzialności. Oglądałem mecz Galatasaray z Levadią i zastanawiałem się, jak można było z nimi nie wygrać. Nawet panowie z Tallinna dziwili się, jak Wisła mogła przegrać z ich własnym zespołem. Ale to jest problem całej polskiej ligi. Obecnie duże problemy przeżywają choćby Rosenborg Trondheim czy Sparta Praga, które kiedyś odnosiły sukcesy. Ale jeśli teraz im się nie wiedzie, ktoś wskakuje na ich miejsce. A kto zastąpi Wisłę, Lecha albo Legię?

Ale nie ma co się wyżywać na samych piłkarzach: oczekujmy konkretnych działań. I to od prezesów. Dziwię się, że taką wagę przywiązujemy do tytułu mistrza Polski. Czy kogoś w Polsce interesuje, kto zdobył tytuł mistrza Macedonii? Traktujmy mistrzostwo kraju jako przystanek do Europy, a nie cel sam w sobie. Sądzę na przykład, że właściciel Polonii Warszawa popełnił błąd wypłacając piłkarzom spore kwoty za wyeliminowanie rywali z San Marino. A przecież poważne pieniądze powinny do nich trafić dopiero za zwycięstwa z drużyną z Holandii. Kiedyś po pierwszym zwycięstwie na mistrzostwach w polskim obozie zapanowała euforia, Kazimierz Górski zareagował znakomicie: Panowie, spokojnie, przecież mistrzostwa dopiero się zaczynają...

Myślę, że wiele zmieni również prosty fakt: wkrótce w Polsce powstaną piękne stadiony. Te co prawda nie grają, ale jak mam zorganizować koncert w świetlicy, zapraszam innych artystów, niż gdy przychodzi mi przygotowywać występ w sali koncertowej...
2009-08-17 15:10:21
Ludovic Obraniak - to wartość dodana dla polskiej reprezentacji. Daleki jednak byłbym od tej całej euforii po 45 minutach w meczu towarzyskim z Grekami. Bo rywale potraktowali spotkanie wybitnie wakacyjnie. Tymczasem takie kreowanie wybitnych postaci po krótkim okresie czasu może im tylko zaszkodzić. Przykład? Tomasz Kafarski, którego już zaczęto nazywać polskim Jose Mourinho. Tymczasem w piłce jest tak: jesteś tak dobry, jak Twój ostatni mecz. Dlatego dla Obraniaka prawdziwym sprawdzianem będą mecze eliminacyjne. I chciałbym, aby dopiero po nich zabrzmiał chór pochwał pod adresem Ludovica, czy właściwie Ludwika. Wtedy ja chętnie w tym chórze zaśpiewam. Teraz jest na to stanowczo za wcześnie. Natomiast Obraniak to profesjonalista. Gra w dobrym klubie w dobrej lidze, dlatego jestem pewien, że od skrajnych opinii pod jego adresem nie zakręci mu się w głowie. On na takie sytuacje, gdy zewsząd płyną pochwały, jest uodporniony. Woda sodowa mu nie grozi.

Przy okazji dementuję: Leo Beenhakker nie popełnił błędu, co niektórzy mu zarzucają. Ów błąd miał polegać na tym, że selekcjoner wpuścił Obraniaka dopiero na drugą połowę. Dzięki temu piłkarz mógł wczuć się w atmosferę meczu, zobaczyć pierwszą odsłonę spotkania i dzięki temu zagrał tak dobrze w drugiej połowie. Zresztą wynik pokazuje, że Beenhakker nie pomylił się.

Natomiast przychylę się do głosów opinii publicznej na temat obsady lewej obrony. Jacek Krzynówek to jeden z moich ulubionych piłkarzy w kadrze. Reprezentacja bardzo wiele mu zawdzięcza, ale... Wszyscy muszą zdać sobie sprawę: czas nieubłaganie leci. O ile w pomocy nieudane zagranie nadrobi kolega, to każda pomyłka obrońcy może kadrę drogo kosztować. Dlatego trzeba próbować innych rozwiązań. Jest Paweł Golański, jest Piotr Brożek... W ostatnim meczu ligowym widziałem w akcji Seweryna Gancarczyka, który zagrał bardzo dobre spotkanie. Natomiast dla Jacka widzę zupełnie inną rolę. To świetny piłkarz, który potrafi przetrzymać czy holować piłkę, gdzie może spożytkować swoje ogromne doświadczenie. Tego na pewno nie zrobi w obronie.
portret
marzec 2010
Nd Pn Wt Śr Cz Pt Sb
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031
2009 Futbol.pl
Reklama :: Redakcja :: Polityka prywatności :: Copyright © by Portal4You Sp. z o.o.