Ustawienia Twojej prywatności

Strona korzysta z plików Cookies, aby zapewnić Ci maksymalny komfort korzystania z serwisu oraz jego usług oraz dostosować treści do indywidualnych potrzeb użytkowników.
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza akceptację że będą one zamieszczane w urządzeniu końcowym. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia dotyczące cookies w swojej przeglądarce.

Berg jak Beenhakker... Grzechy trenera zabiorą Legii tytuł

Dodał: Michał Ptaszyński
Data dodania: 12-05-2015 10:30
Berg jak Beenhakker... Grzechy trenera zabiorą Legii tytuł

Legia Warszawa po porażce z Lechem Poznań oddała fotel lidera T-Mobile Ekstraklasy. Nie da się ukryć, że sporo w tym winy trenera Henninga Berga.

Berg zastąpił Jana Urbana w przerwie zimowej w poprzednim sezonie, chociaż Legia była liderem. Zdobył ze stołecznym zespołem mistrzostwo, a jesienią zespół dobrze spisywał się w Lidze Europy. Cierpiała jednak na tym liga... To grzech Berga numer 1. Norweg uznał, że rywalizację w T-ME można potraktować po macoszemu, często wystawiając eksperymentalne składy i tracąc punkty m.in. z GKS Bełchatów u siebie, Piastem w Gliwicach czy Pogonią w Szczecinie. Berg uspokajał jednak, że sezon zasadniczy nie jest najważniejszy, chociaż Legia mogła spokojnie odskoczyć rywalom ligowym na taką odległość, że w fazie mistrzowskiej miałaby pełen komfort.

Mimo rotacji i lekceważenia ligi Legia była liderem po rundzie zasadniczej. Tuż po jej zakończeniu zdobyła Puchar Polski. Berga jednak krytykowano za wystawianie m.in. Inakiego Astiza i Marka Saganowskiego. Tego drugiego kosztem Orlando Sa. To grzech Berga numer 2, nawet jeśli Portugalczyk sprawia kłopoty wychowawcze i nie wszyscy w zespole go lubią. Robi bowiem więcej zamieszania na boisku i więcej daje zespołowi niż "Sagan". Berg jednak obstaje przy swoim. - Znamy statystyki z jesieni i wiosny, które uwzględniają wyniki drużyny, kiedy w podstawowej jedenastce wychodzili konkretni zawodnicy. Oczywiście nie oczekuję, że wszyscy zrozumieją moje decyzje. Kiedy wygraliśmy Puchar Polski, nikt nie pytał o nieobecność poszczególnych piłkarzy. Dziś znów pojawia się krytyka. Rozumiem ją, ale to ja podejmuję decyzje o tym, kto gra, a kto nie. I to ja odpowiadam za wyniki i grę zespołu - powiedział Berg w rozmowie z legia.sport.pl. Okazuje się jednak, że nie wszyscy w Legii rozumieją decyzje Berga i stoją za trenerem murem. -  Ale co z tego, że ma trudny charakter? Danijel Ljuboja też miał, ale na boisku swoje robił - powiedział Michał Żewłakow, dyrektor sportowy Legii. Brakowi zmian w składzie dziwi się także prezes Bogusław Leśnodorski.

Właściciele Legii nie wyobrażają sobie tego, by tytuł nie pozostał na Łazienkowskiej. Na 6 kolejek przed końcem Legia traci jednak do Lecha dwa punkty i jeśli spojrzeć w terminarz, to powinna wygrać wszystkie mecze, a i to nie wiadomo, czy nakręcony zwycięstwem w Warszawie Lech jeszcze się gdzieś potknie.

Berg sam zrobił sobie problem. Jego nadmierna pewność siebie, tego co robi źle podziałała na piłkarzy. Nie zawsze potrafili zmobilizować się do gry, a działania Berga nie wpływały na ich poczynania boiskowe. Wydaje się, że Berg w pewnym momencie puścił kierownicę, a gdy ją znowu złapał, to wciąż nie może wyprowadzić zespołu z poślizgu. To grzech Berga numer trzy.

Berg ogólnie jest zadowolony z gry Legii, chociaż kibice narzekają na poziom i nie widzą postępu w postawie zespołu. Trener zwala jednak wszystko na skuteczność, chociaż gołym okiem widać, że drużynę trapią też inne problemy. Nie można każdego kolejnego słabego wyniku tłumaczyć brakiem skuteczności. A jeśli rzeczywiście coś takiego występuje, to skoro Legia w 16 z 31 meczów (!!!) straciła punkty przez brak skuteczności, to też jest to wina trenera. To grzech Berga numer 4.

Tuż po przyjściu do Legii Berg zachwycał. Wniósł świeżość, europejskie standardy, doświadczenie piłkarskie, któe zdobywał m.in. w Manchesterze United. Teraz, po półtora roku, coraz bardziej przypomina Leo Beenhakkera ze schyłkowego okresu pracy z reprezentacją Polski. Dużo ładnych, okrągłych słów, w grze zespołu nie widać praktycznie nic, ale trener przekonuje wszystkich dookoła, że jest super, a nikt w Polsce nie potrafi docenić, bo nikt się nie zna. To grzech Berga numer 5.

Jeśli rzeczywiście Berg będzie umiał teraz ogarnąć drużynę i zdobędzie jednak mistrzostwo, to będzie trzeba oddać mu szacunek. To nie zmieni jednak faktu, że w tym sezonie popełnił mnóstwo błędów. Dla Legii idealnym scenariuszem byłoby jednak wyszarpanie tytułu i pewność, że Berg na swoich błędach się uczy... I chociaż się do nich nie przyznaje, to jednak wyciąga wnioski. Jak zrobił już podobno po Lechu. W niedzielę we Wrocławiu mamy zobaczyć nową Legię. - Przeanalizowaliśmy już pewne rzeczy i wierzę, że w niedzielę pokażemy, na co nas stać, od pierwszej do ostatniej minuty - zapowiedział Berg. Pożyjemy, zobaczymy, albo będziemy bić brawo, albo machać na pożegnanie...

Łukasz Zwoliński na celowniku klubu z Bundesligi!

Futbol.pl

Inne artykuły