Ustawienia Twojej prywatności

Strona korzysta z plików Cookies, aby zapewnić Ci maksymalny komfort korzystania z serwisu oraz jego usług oraz dostosować treści do indywidualnych potrzeb użytkowników.
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza akceptację że będą one zamieszczane w urządzeniu końcowym. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia dotyczące cookies w swojej przeglądarce.

Media Sunday: wywiad z Jakubem Kwiatkowskim

Dodał: Michał Ptaszyński
Data dodania: 20-03-2016 8:21
Media Sunday: wywiad z Jakubem Kwiatkowskim

W drugim odcinku Media Sunday naszym gościem jest rzecznik prasowy PZPN-u, Jakub Kwiatkowski. Rozmawiamy o pracy przy reprezentacji Polski, Departamencie Komunikacji i Marketingu, konferencjach prasowych i absurdalnych telefonach za czasów Waldemara Fornalika.

Rzecznik prasowy PZPN jest bardzo zabiegany. Ma na głowie dużo problemów. Od tych zwykłych, prozaicznych jak odpowiadanie na prośby dziennikarzy po te skomplikowane związane z przygotowaniami do Euro 2016. Na szczęście w przerwie między wytężoną pracą znajduje czas na rozmowę z nami.

*****

- Prosiłeś mnie o przytoczenia najlepszej historii z moich kilku lat pracy z reprezentacją. Moja odpowiedź? Najpiękniejszą przygodą, którą przeżyłem z tą kadrą był sam awans na Euro 2016 - zaczyna Jakub Kwiatkowski i kontynuuje - Selekcjoner nie lubi kiedy rozmawia się publicznie o szatni, więc tego tematu nie poruszamy.

*****

Konferencje prasowe reprezentacji Polski nie są bolączką dla rzecznika prasowego. Ciekawych treści jest na nich jak na lekarstwo.

Nie są dla mnie w żadnym stopniu bolączką. Konferencje są dla dziennikarzy i forma, którą przyjmie dane spotkanie zależy wyłącznie od poziomu zadawanych przez nich pytań.

Pomagałeś selekcjonerowi w dojściu do wniosku, że nie warto udzielać się w mediach, a spotkania z mediami ograniczyć do komunałów?

Adam Nawałka jest selekcjonerem, co oznacza, że ma pełną autonomię w podejmowanych przez siebie decyzjach. Należy uszanować decyzję selekcjonera, bo jak na razie, to nie słowa, a czyny najlepiej świadczą o pracy Adama Nawałki. Tak jak wspomniałem wcześniej – konferencja prasowa, to wymiana zdań, a nie monolog. Wiele zależy od dziennikarzy i ich pytań.

Czyli nie instruujesz Nawałki w jaki sposób ma się wypowiadać?

Selekcjoner ma pełną swobodę odnośnie swojej strategii w kontaktach z mediami. Nikt mu nic nie narzuca. Z nikim z Polskiego Związku Piłki Nożnej niczego w tym zakresie nie musi konsultować. Pełna dowolność. Poza tym taka strategia, którą przyjął nie jest przecież jakaś niebywale oryginalna. Stosuje ją chociażby Marcelo Bielsa czy Pep Guardiola w Bayernie. Ponadto Adam Nawałka to perfekcjonista. Każdą minutę swojej pracy na stanowisku trenera reprezentacji Polski poświęca na analizowanie czy oglądanie poczynań swoich zawodników lub rozmowy ze swoim sztabem szkoleniowym, które mają na celu przygotowanie się do następnego zgrupowania i zbliżających się spotkań.

Rozumiem, ale gdyby selekcjoner nie przypominał Bielsy i miałby usposobienie np. Jose Mourinho i przy każdej nadarzającej się okazji mówił coś kontrowersyjnego, to rzecznik jest od tego, żeby go temperować?

Każdy ma inny charakter i temperament. Trudno jest porównywać usposobienie dwóch różnych, pracujących w zupełnie innych realiach trenerów. Ja jestem członkiem sztabu Adama Nawałki, podlegam mu, staram się pomagać i przede wszystkim nie przeszkadzać, a na pewno rolą rzecznika nie jest strofowanie selekcjonera.

Czym konkretnie zajmujesz się na zgrupowaniu reprezentacji?

Moim bezpośrednim zadaniem jest nadzorowanie wszelkich działań medialnych drużyny. Planowanie, koordynowanie, pilnowanie. To jest największa rola rzecznika. Dzisiaj po awansie tej pracy jest na pewno jeszcze więcej. Ponadto w składzie kadry znajduje się kilku zawodników, którzy wzbudzają zainteresowanie nie tylko krajowych mediów, ale też zagranicznych. Do naszego biura prasowego wpływa masa maili z pytaniami i prośbami o wywiad od zagranicznych dziennikarzy. W takim wypadku muszę ułożyć pracę drużyny w taki sposób, by kontakt z mediami nie zawadzał im w efektywnym przygotowywaniu się do kolejnych spotkań. Musimy pamiętać jedną rzecz - wywiady owszem są ważne, ale nie spotykamy się na zgrupowaniach po to, żeby sobie pogadać, a głównie aby grać w piłkę.

Oczywiście wiem jak funkcjonuje świat mediów. Każdy chce mieć ekskluzywny materiał, a najlepiej jeszcze, żeby występował w nim Robert Lewandowski. Przy obecnym rozwoju mediów jest to jednak niemożliwe. Portali internetowych jest dziś bardzo dużo. Wszyscy mają swoje oczekiwania. Jedni są bardziej poważni, drudzy mniej, ale ja muszę wszystkie prośby przejrzeć. Później dopiero podejmuję decyzję o akceptacji lub odmowie.

Jakie kategorie decydują o tym, kto otrzymuje szanse na wywiad z danym piłkarzem, a czyja prośba zostaje odrzucona?

Pierwszeństwo zawsze mają telewizje, czyli nasi partnerzy - Polsat i TVP. W dalszej kolejności patrzymy na zasięg i wielkość redakcji. Wiadomo, że większą szansę na ekskluzywną rozmowę z Robertem Lewandowskim mają uznane media, które są czytane przez miliony czytelników. To nam gwarantuje, że przekaz dotrze do większej ilości odbiorców.

Media w ostatnich latach rozwinęły się niesamowicie. Wielu młodych chłopaków zakłada własne portale, profile na Facebooku czy Twitterze, które czyta kilkaset osób i próbują zaistnieć. Oczywisty jest fakt, że w ich przypadku szansa uzyskania ekskluzywnego wywiadu jest trudniejsza niż jak to ma np. miejsce w przypadku Onetu.

Czyli skupiacie się tylko na mainstreamie? Małe strony nie mają szansy na porozmawianie nawet z mało popularnym piłkarzem?

Każdy przypadek traktowany jest indywidualnie. Jedno możemy obiecać – pochylamy się nad każdą prośbą, a to czy ją uwzględnimy czy nie, to już zależy od większej liczby czynników. Ponadto nie narzucamy zawodnikom żadnych wywiadów. Zawsze to do nich należy ostateczne zdanie.

Dziennikarze są czasami nadgorliwi?

W jakim sensie?

Na przykład, że na siłę próbują z kimś porozmawiać nie zważając na inne obowiązki danego gracza, a po odmowie obrażają się na rzecznika prasowego.

Nie znam przypadku, żeby ktoś się na mnie obraził, a jeżeli taka osoba jest, to do mnie żadne zażalenia jeszcze nie dotarły. Z drugiej strony rozumiem dziennikarzy. To ich praca. Oni z tego żyją i każdy z nich chciałby stworzyć jak najlepszy materiał, ale przy takim rozwoju mediów elektronicznych jaki ma aktualnie miejsce, nie zawsze mogę im w tym pomóc. Oni muszą to akceptować. My próbujemy znaleźć złoty środek, z którego oni będą zadowoleni, a piłkarze nie będą nadto eksploatowani.

A z punktu widzenia reprezentantów, kiedy prosisz ich o umówioną rozmowę z jakimś przedstawicielem mediów, to przykry obowiązek?

Piłkarze są raczej świadomi, że panuje pewnego rodzaju symbioza między nimi a mediami, które dzisiaj też są elementem futbolu. Każdy gracz chce godziwie zarabiać, a żeby to robić trzeba grać w coraz lepszym klubie, a ten musi mieć bogatych sponsorów, których ściągnąć może tylko wtedy kiedy ma zainteresowanie mediów. Jest to zespół naczyń połączonych. Bez tego w futbolu nie da się żyć.

No dobra, a jak ocenisz sytuację sprzed dwóch lat, kiedy Krychowiak i Szczęsny na konferencji przed meczem z Niemcami rzucali nazwiskami legend piłki nożnej?

Wiedziałem, że coś takiego będzie miało miejsce. W drodze na salę konferencją rozmawiałem z Grześkiem i Wojtkiem. Wspominali o swoich planach, więc byłem przygotowany i nie czułem się zaskoczony, kiedy „Krycha” swoje wypowiedzi przeplatał nazwiskami legend piłki nożnej. Wtedy nie widziałem w tym nic złego i teraz, po upływie półtora roku, moja opinia nie uległa zmianie. 

Oczywiście po tym wydarzeniu podniosły się głosy, że przed tak ważnym meczem nie można sobie w ten sposób żartować. Jeśli jednak spojrzymy na charakter tych dwóch chłopaków, to takie zachowanie nie powinno nikogo dziwić. Oni lubią sobie pożartować. Podchodzą do wszystkiego z uśmiechem i na wielkim luzie. W ich przypadku to nie było takie rażące. Dotykamy tutaj tematu koncentracji przed meczem. Większość zawsze ma w głowie taki obraz jak zawodnicy przyjeżdżają na stadion, mają poważne miny, nie rozmawiają, idą ze słuchawkach na uszach w pełnym skupieniu. To jednak nie do końca oddaje rzeczywistość. Zmieniło się pokolenie piłkarzy. Grzegorz Krychowiak często podkreśla, że on nie potrzebuje takiej koncentracji przed starciem. Jego profesjonalizm zaczyna się na rozgrzewce, po której schodzi do szatni i jest gotowy do ciężkiego boju. I on nie jest ewenementem.

Zmieniamy temat. Wyjaśnij, bo nie każdy ma taką wiedzę, czym zajmuje się rzecznik prasowy PZPN?

Spektrum zajęć, którymi się zajmuje jest bardzo szeroki. Czasami mam wrażenie, że niektórzy stanowisko rzecznika traktują jako odpowiednik infolinii. Telefon mi się urywa. Oprócz dziennikarzy bardzo często dzwonią zwykli ludzie. Mają mnóstwo pytań dotyczących kadry. Chcą mnóstwo rzeczy przekazać. Związanych jest z tym też kilka śmiesznych historii. Nigdy nie zapomnę pewnej pani, która zadzwoniła do mnie jeszcze kiedy selekcjonerem był Waldemar Fornalik. Ona bardzo przekonującym, choć trochę histerycznym tonem powiedziała, że wie dlaczego reprezentacja ma problemy z wygrywaniem meczów. Po dłuższym monologu, powiedziała, że problemem nie jest gra, ale czary. Ja to cierpliwie wysłuchałem i w miły sposób się pożegnaliśmy (śmiech).

Oprócz pracy podczas zgrupowań reprezentacji i zasiadania za stołem konferencyjnym, obszar związany z komunikacją i przekazem informacji płynących z PZPN jest bardzo szeroki. Na pewno na brak bieżącej, codziennej pracy również nie narzekam. PZPN zarządza rozgrywkami I, II ligi i Pucharem Polski. Do tego dochodzą również rozgrywki w piłce kobiecej, reprezentacje młodzieżowe, futsal. Prowadzimy sprawy sędziowskie. Spływa do nas mnóstwo pytań od lokalnych dziennikarzy, którzy pytają o komentarz do różnego rodzaju spraw.

Dzisiaj pochłania mnie praca związana przygotowaniami do Euro 2016. W naszym ośrodku pobytowym musimy zbudować centrum prasowe, a przygotowanie takiego projektu wymaga wiele pracy. Ponadto przed mistrzostwami Europy otrzymujemy różnego rodzaju propozycje dotyczące współpracy przy okazji Euro. Wszystkie musimy przeanalizować, rozpatrzeć indywidualnie i wyselekcjonować te najlepsze, bo ze wszystkimi spotkać się nie możemy. Praca rzecznika prasowego jest momentami bardzo intensywna i trudno mi teraz, kiedy przygotowujemy grunt pod Francję, zająć się tak prozaicznymi rzeczami jak odpisywanie na maile. Żeby jednak nie było, że narzekam. Ta praca mnie naprawdę pozytywnie nakręca.

Twoim bezpośrednim przełożonym jest Janusz Basałaj?

Struktura naszego departamentu nie pozostawia większych wątpliwości. Naszym bezpośrednim przełożonym jest Janusz Basałaj. Jestem pod jego skrzydłami. Bardzo cenię sobie współpracę z Januszem. Uważam go za świetnego szefa i człowieka.

Zbigniew Boniek lubi udzielać się na Twitterze. Prezes często pisze kontrowersyjne treści z tego medium…

Prezes Zbigniew Boniek to wyrazista postać i należy się cieszyć, że nie boi się nowych technologii i korzysta ze zdobyczy techniki. Konto prezesa obserwuje ponad 400 tysięcy osób, a więc znacznie więcej niż nakłady największych polskich gazet. To jest olbrzymi potencjał, który pozwala dotrzeć z własnym przekazem do bardzo dużej liczby osób, więc nie widzę nic złego w chęci korzystania z takiej możliwości. Ponadto czasami trudno jest nie reagować na pewnego rodzaju zaczepki. Masa ludzi nas obraża. Hejt jest dzisiaj bardzo modny. Ja też to widzę. Monitoruję to co się dzieje i mam świadomość o skali nienawiści, która potrafi przechodzić przez media społecznościowe. Ja jednak staram się być ponadto. Raczej nikogo nie blokuję na Twitterze.

Chyba jednak nie jest tak źle, bo dzisiejszy PZPN ma świetny wizerunek. Jak słyszy takie słowa, to czujesz, że to w jakimś stopniu twoja zasługa?

Na to pracuje dużo osób. Każdy pracownik Związku dołożył do tego wizerunku swoją cegiełkę. Postrzeganie PZPN-u, czego nie da się ukryć, przez ostatnie lata diametralnie się zmieniło. Dziś jesteśmy postrzegani raczej pozytywnie, kiedyś nie było to takie oczywiste. Największe zasługi dla poprawy naszego wizerunku ma osoba prezesa Bońka. Uważam go za świetnego szefa i sternika PZPN-u. Bolą czasami glosy krytyki, które płynął w jego stronę. Oczywiście nie oczekujemy, że wszyscy będą nas klepać po plecach, bo to byłoby nienormalne. Takie coś ma miejsce chyba tylko w Korei Północnej, gdzie oficjalnie sto procent społeczności jest zadowolone z rządów dyktatury. Polaryzacja jest normalna. Do nas głosy konstruktywnej krytyki dochodzą. Jeśli popełnimy błędy, to wyciągami z nich wnioski.

Jak traktujecie takich dziennikarzy jak Jacek Kmiecik, który Związek i Bońka krytykuje za absolutnie wszystko?

Żyjemy w wolnym kraju i każdy ma prawo do własnego zdania. Oczywiście są pewne granice, zwłaszcza dobrego smaku i przyzwoitości, których przekraczać się nie powinno. W przypadku Jacka Kmiecika mam wrażenie, że te granice już dawno zostały przekroczone. Kmiecika nie obserwuję na Twitterze, bo uważam, że szkoda tracić czas na czytanie rzeczy, które w większości przypadków nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.

Treści wychodzące z kanału Łączy nas piłka są cenzurowane przez dział prasowy PZPN czy Łukasz Wiśniowski, Jakub Polkowski i reszta mają wolną rękę?

Nie ma żadnego cenzora. Mają chłopaki wolną rękę. Formalnie za treści wychodzącego z tego kanału odpowiada Łukasz Wiśniowski, który to wszystko nadzoruje. Zdarza się, że konsultuje to z innymi osobami. Czasami pyta się o radę Janusza Basałaja, który też recenzuje filmy chłopaków. Wszystko to jednak odbywa się w atmosferze wzajemnej życzliwości i szacunku do pracy.

Łukasz Wiśniowski, Kuba Polkowski, Adrian Duda, Kuba Rejmoniak, czy też od niedawna Filip Adamus, ciężko pracują i robią naprawdę ambitne projekty. Robią rzetelne materiały, cieszące się olbrzymią popularnością, więc przeszkadzanie im mijałoby się z celem. Zasłużyli sobie na to, zapracowali na zaufanie i nie ma potrzeby ingerowania w ich pracę. Wszystko, co oni zrobią będzie cechowało się rzetelnością, miało pozytywny przekaz, dużą oglądalność, a przede wszystkim nie zaszkodzi wizerunkowi PZPN, a wręcz go wzmocni.

Łukasz Wiśniowski, w którymś z wywiadów powiedział, że czuje się częścią kadry. Ty też tak masz?

Oczywiście. To jest naturalne. Gdyby ktoś policzył wszystkie dni, które na zgrupowaniach spędzamy razem to doszedłby do wniosku, że to szmat czasu. Jemy razem posiłki, spędzamy wspólnie czas, żartujemy, rozmawiamy, jeździmy razem z chłopakami na treningi. Angażujemy się w to całym sercem. To nasza praca. Uważam, że w życiu fantastycznie jest robić to, co się kocha. Każdemu bym tego życzył. Czuję się częścią tej kadry. Myślę, że przez ponad dwa lata zapracowaliśmy na zaufanie reprezentantów i sztabu.

Byłeś zobaczyć ośrodki we Francji i w Arłamowie, gdzie kadra odbędzie swoje zgrupowanie. Jak wrażenia?

Oba ośrodki są na świetnym poziomie. Gwarantują doskonałe warunki do przygotowania się do wielkiego wyzwania jakim dla nas będzie Euro 2016. Osobiście niebywale podobał mi się hotel w Arłamowie. Nie wiedziałem, że w Polsce są tak kompleksowe, pięknie usytuowane ośrodki. Infrastruktura, położenie w klimatycznych Bieszczadach, to wszystko czyni to miejsce jednym z najpiękniejszych w Polsce. Trudno się nie zakochać. Piłkarze będą mogli odetchnąć chwilą spokoju przed stresem, który generuje wielki turniej.

Odwiedziłem też już trzykrotnie francuskie La Baule, gdzie reprezentacja będzie mieszkać podczas mistrzostw Europy. La Baule to również bardzo ładne miejsce. Wybierając je jako bazę na Euro podjęliśmy dobrą decyzję. Mieszkający tam ludzie są bardzo mili, otwarci i już dziś traktują nas bardzo życzliwie. Czekają na nasz przyjazd. Z władzami miasta jesteśmy w bliskim kontakcie. Są bardzo otwarci na współpracę i chętni pomagać nam w przygotowaniach. Podsumowując - Arłamów i La Baule to cudowne miejsca i mam nadzieję, że dzięki nim uda nam się osiągnąć sukces podczas Euro.

Rozmawiał: Jan Mazurek

Inne artykuły