Koniec marzeń! Czas się obudzić ze snu o Lidze Mistrzów
Dodał: Michał Ptaszyński
Data dodania: 27-08-2013 22:47
Nie tym razem! Te słowa muszą mówić teraz polscy kibice po raz siedemnasty! O losach dwumeczu otwarcie sobie trzeba powiedzieć, że zadecydowała fatalna postawa Legii w pierwszych 10. minutach meczu, a tym samym muszą zadowolić się występami w fazie grupowej Ligi Europejskiej, a nie Ligi Mistrzów.
Przed meczem:
Dzisiejsze spotkanie zapewne ogląda cała Polska. Legia stoi przed okazją, aby awansować do Ligi Mistrzów, a tym samym zmazać 17-letnią plamę, bo tyle czasu trwa niemoc polskich klubów, które nie mogą awansować do największych klubowych rozgrywek na świecie. Historia dla polskich klubów nie jest w łaskawa jeśli chodzi o rewanże: KLIKNIJ, ale mimo wszystko liczymy, że dzisiejsza noc będzie szampańska dla Legii Warszawa, bo do awansu potrzebuje tylko, a może aż bezbramkowego remisu.
I połowa:
Od pierwszych sekund spotkania zgodnie z zapowiedziami do ataku ruszyli Rumunii, którzy zdawali sobie sprawę, że muszę zdobyć bramkę przy Łazienkowskiej. Legia broniła się dobrze tylko do 8. minuty, kiedy zaczął się prawdziwy koszmar. Tanase z lewej strony boiska zagrał piłkę do Stanciu, który ograł Furmana jak małe dziecko i ze stoickim spokojem na twarzy posłał piłkę w długi rób bramki, wprowadzając Steauę na prowadzenie.
Coś nieprawdopodobnego! Legia przegrywała kilkadziesiąt sekund później już 0:2. Vrdoljak fatalnie stracił piłkę w środku boiska, Steaua perfekcyjnie skontrowała, piłkę dostał Piovaccari, który ograł Dossę Juniora i wpakował piłkę do siatki. Kibice przy Łazienkowskiej zamilkli.
Kubeł zimnej wody został już wylany na głowy "Wojskowych", którzy się ocknęli i ruszali raz po raz do ataków. Na pierwszą dobrą okazję Legii kibice musieli czekać aż do 17. minuty spotkania. Furman dośrodkował piłkę w pole karne na głowę Rzeźniczaka, który przeniósł piłkę tuż nad bramką. Pięć minut później piłka znalazła się w siatce Steauy! Kosecki dobrze zagrał piłkę do Radovicia, który uderzał na bramkę, Tatarusanu wybił piłkę przed siebie, do której doskoczył Kucharczyk i wpakował ją do siatki, ale sędzia dopatrzył się spalonego. Powtórki pokazały, że jeśli był spalony to naprawdę minimalny.
Ta sytuacja pokazała, że można jeszcze zmienić oblicze meczu. Legia coraz odważniej wychodziło do przodu co się mogło na nich zemścić parę minut później. Świetnie z kontrą wyszedł Tanase, ale z jego uderzeniem poradził sobie Kuciak. "Wojskowi" odważnie zaatakowali i przyniosło to efekt w 27. minucie meczu! Z piłką świetnie obrócił się Furman, oszukując rywala, podał na lewą stronę do Wawrzyniaka, który dośrodkował futbolówkę w pole karne na głowę Radovicia, który wybił się w powietrze niczym struna i wpakował piłkę do siatki.
Legia miała zapał, żeby strzelić jeszcze jedną bramkę, ale Rumunii również wiedzieli, że jeśli się będą bronić to znajdą się w opałach, dlatego obie ekipy w kolejnych minutach szukały okazji na strzelenie bramki. Na kolejną fantastyczną sytuację przyszło nam czekać do 43. minuty meczu, kiedy to Furman popisał się atomowym uderzeniem z powietrza i tylko refleks Tatarusanu zadecydował, że na tablicy świetlnej nie widniał wynik 2:2. Na parę sekund przed końcem pierwszej połowy spotkania Tanase mógł przesądzić o losach awansu, ale posłał piłkę tuż nad bramką Kuciaka.
Przerwa:
Legioniści na własne życzenie skomplikowali sobie sytuację. Każdy szkoleniowiec mówi swoim zawodnikom przed spotkaniem, że nie wolno stracić bramki w pierwszych minutach meczu, nie wspominając już o dwóch. Tylko suszarka w wykonaniu Jana Urbana może natchnąć "Wojskowych" do zdobycia jeszcze dwóch bramek i przesądzenia o losach spotkania.
II połowa:
Od początku drugiej części meczu Legia ruszyła do odważnych ataków, ale odwaga nie szła w parze z koncentracją, gdyż nie byli w stanie stworzyć składnej sytuacji. Musieli liczyć na Koseckiego, który pięc minut po rozpoczęciu drugiej połowy popisał się genialną akcją! Reprezentant Polski minął trzech graczy, wpadł w pole karne, ale dobrze interweniował bramkarz gości, wybijając piłkę na rzut rożny.
Parę kolejnych minut to była walka w środku boiska. Żadnej z drużyn nie udawała się zdziałać czegoś więcej, poza nerwami, które dało się wyczuć z trybun. Legioniści byli wyraźnie już zmęczeni i brakowało im pomysłu na grę w ofensywie, bo w defensywie grali rozważnie. Skrzydłowi "Wojskowych", jak i zarówno boczni obrońcy szukali w kolejnych minutach zagrać w pole karne, ale były one po prostu niedokładne, aby można było liczyć na zmianę wyniku.
Legia wciąż naciskała, ale Steaua od 70. minuty meczy cofnęła się na własną połowę, broniąc dostępu do bramki. Kilka minut później fantastycznie skontrowali Rumunii, piłkę dostał Tatu, który chwilę wcześniej pojawił się na boisku, ograł Juniora, oddał uderzenie, ale Kuciak sobie z nim poradził.
"Wojskowi" mieli przeważać, a na ostatnie 15 minut to Steaua przejęła inicjatywę. Legia się stara, ale widać, że zawodnicy nie mają już sił. Kolejne minuty to brak wiary zawodników w odniesienie sukcesu. Kibice się starają, ale za nich meczu nie wygrają. Minuty na tablicy świetlnej ciągle umykają, a Rumunii rozważnie pilnują gry, rozgrywając piłkę. Zawodnicy ze stolicy nie mają już absolutnie pomysłu jak dograć ten mecz, faulując raz po raz graczy przeciwnika.
W ostatnich minutach spotkania już nic się nie mogło wydarzyć. Steaua grała rozważnie, pilnują wyniki i od czasu do czasu atakują Legię, która o ile była wyczerpana fizycznie to blizna na psychice była na tyle silna, że nie mogła się podnieść i szukać swoich szans. Jeszcze w 90. minucie meczu Lucian Filip znalazł się sam na sam z Dusanem Kuciakiem, który wygrał ten pojedynek, ale sam bramkarz nie wywalczy awansu do Ligi Mistrzów.
Zostały jeszcze nadzieje! Radović posłał piłkę w pole karne do Rzeźniczaka, który z najbliższej odległości wpakował futbolówkę do siatki, ale zostały już tylko sekundy do zakończenia spotkania.
Niestety zawodnikom Legii zabrakło już czasu na zdobycie trzeciej bramki i będzie musiała się zadowolić występami w fazie grupowej Ligi Europejskiej.
Rewanżowe spotkanie 4. rundy eliminacji Ligi Mistrzów
Legia Warszawa - Steaua Bukareszt 2:2 (1:2)
Bramki: - Miroslav Radović 27, Jakub Rzeźniczak 90+4 - Nicolae Stanciu 8, Federico Piovaccari 10
Legia: Kuciak - Bereszyński, Rzeźniczak, Junior, Wawrzyniak - Vrdoljak, Furman (75. Żyro), Kucharczyk (63. Ojamaa), Radović, Kosecki - Saganowski (79. Patryk Mikita).
Steaua: Tatarusanu - Georgievski, Szukała, Gardos, Latovlevici - Filip, Bourceanu, Popa, Stanciu (60. Cristea), Tanase (72. Tatu) - Piovaccari (89. Gabriel Iancu).
Sędzia: Pedro Proenca (Portugalia)
Żółte kartki: Jakub Rzeźniczak, Dusan Kuciak - Lucian Filip, Daniel Georgievski, Nicolae Stanciu, Alexandru Bourceanu, Gabriel Iancu.
Futbol.pl











